Obiecałem wczoraj, że napiszę kilka słów o swoim powrocie do ASG.
Przede wszystkim, skoro to powrót to znaczy, że kiedyś się w to bawiłem.
Otóż około 3 klasy gimnazjum dowiedziałem się o airsofcie z forum o Stalkerze, pieniądze na pierwszą replikę zdobyłem dzięki sprzedaży Xboxa360. Po kilku dniach miałem już wymarzone G36c od JG.
Karabinek zakupiony w sklepie taiwangun.com był taki jak sobie wymarzyłem. Nie za ciężki ale i nie lekki jak te najtańsze, wystarczająco celny.
Po niedługim czasie mimo wszystko go sprzedałem bo chciałem spróbować czego innego.
Kupiłem cm.028. Ten też nie pobył u mnie długo i poszedł w Polskę by jego miejsce zastąpiło M4 od JG.
Niestety pieniądze się rozeszły i moja przygoda z airsoftem się skończyła.
W kwietniu 2013 roku przypomniałem sobie o tym sporcie.
Zakup szpeju
Miałem trochę odłożonych pieniędzy więc pojechałem do lubelskiego demobilu i kupiłem mundur w kamuflażu flecktarn.
Dlaczego właśnie ten? No cóż. To najtańszy możliwy mundur do kupienia. Bluza kosztowała 4zł a spodnie około 30zł. Jakość wykonania jest naprawdę dobra. Warto go kupić nawet jeśli nie bawimy się w airsoft.
Kolejnym krokiem było kupno repliki. Prześledziłem uważnie allegro, komis na wmasg.pl oraz lubelskie forum airsoftowe.
Właśnie na tym ostatnim znalazłem człowieka, który za 300zł chciał się pozbyć swojej zapasowej repliki.
Oczywiście to ja zostałem jej nowym właścicielem. Jeszcze szybki kurs do wyżej wspomnianego demobilu by za 150zł kupić nowe, czeskie obuwie. Po drodze wpadłem też do sklepu Gascolt i kupiłem paczkę kuleczek oraz ochronę oczu której jak się okazało nigdy nie użyłem(bo kupiłem lepsze).
Dwa/trzy tygodnie później dokupiłem więcej magazynków i oporządzenie Bundeswehry jednak postaram się je opisać w następnych dniach.
Powrót do domu i czas na małe strzelanie.
Mało jest rzeczy milszych niż strzelanie z karabinku po trzyletniej przerwie.
Jak się okazało nie straciłem wprawy i z kilkunastu metrów większość kuleczek dziurawiła puszkę po piwie.
360fpsów jakie deklaruje sklep to wystarczająca duża siła by siać śmierć i zniszczenie w lesie ale i wystarczająco mała by nikt nie narzekał gdy dostanie w budynku. Ot idealny złoty środek.
Niestety bateria była na padnięciu i po wystrzeleniu połowy magazynka musiałem resztę zabawy odłożyć na później.
Na dzisiaj to tyle, krótko i chaotycznie. Na weekendzie postaram się zrobić małe testy mojego sprzętu póki go jeszcze mam bo prawda jest taka, że po tym miesiącu zabawy zapragnąłem czegoś więcej niż pójście po najmniejszej linii oporu i strzelanie jak najmniejszym kosztem.
Teraz planuję zamianę mojej Gietki na jakieś AK które będę mógł potem upodobnić do naszego Polskiego Beryla a niemiecki flecktarn zamienię na wz.93.
Pozdrawiam
kwass

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz